RSS
niedziela, 04 sierpnia 2013

W relacjach z innymi często czekamy na lepszy moment, by coś zrobić, powiedzieć, o czymś porozmawiać. Odkładamy w czasie, bo wydaje nam się, że mamy go mnóstwo. A on przepływa nam przez palce, aż okazuje się że już go nie mamy. Pozostaje żal i pustka. I dotyka nas fizycznie bolesna prawda, która za chwilę ponownie stanie się frazesem - jak kruche i ulotne jest życie. Ta lekcja jednak niczego nas nie uczy i znów odkładamy.

18:12, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 lipca 2013
na rozgrzewkę trochę publicystyki

Ostatnio mężczyzną, przez którego nie mogłam spać był Zbigniew Bauman. To było w miniony weekend po wydarzeniach na wrocławskim Uniwersytecie i poznańskim CK Zamek, a także lekturze wywiadu udzielonego przez Baumana kilka lat temu GW.

Wywiad był przejmujący i mówiący wiele o mechanizmie, który sprawił, że Bauman dał się wciągnąć w opresyjny system. Zapewne ten mechanizm lub mu podobny dotyczył niejednego młodego człowieka próbującego się odnaleźć w tamtych skomplikowanych czasach. Przede wszystkim jednak z jego treści bije skrucha i ogromny żal wobec samego siebie, że dał się wplątać i omamić. Opowiada o młodym człowieku pełnym nadziei i wiary w lepszy świat, który chce ten świat zmieniać. Jest naiwny, ale czy nie jest to przywilej młodości. Bauman zapłacił za nią czarną kartą w swojej biografii. Dla idealisty to ogromna kara.

Zadziwia mnie z jaką łatwością ci młodzi ludzie o prawicowych poglądach formułują osądy takich osób jak Bauman, Szymborska czy Miłosz. Zawsze zastanawiam się w takich sytuacjach jak oni zachowaliby się w tamtych czasach i czy na pewno ginęliby w NKWD-owskich więzieniach... czy też z różnych przyczyn - naiwności, tchórzostwa - budowaliby socjalistyczną Polskę.

Zastanawiają mnie też hasła, które lubią nosić na sztandarach: Bóg, Honor, Ojczyzna. Co to za Bóg, który nie przebacza tym czującym żal? - chyba starotestamentowy - ojej żydowski! - Co za honor - setka na jednego! A Ojczyzna - kochana ojczyzna bez skazy niczym ze średniowiecznego obrazka, megalomańska - z czystym rasowo narodem, której święto 3 maja ci sami panowie tak hucznie co roku obchodzą. To z pewnością nie moja ojczyzna.

Najgorsze jednak, że wobec takiej agresji czuję się bezsilna i niestety nie tylko ja.

22:32, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2012
będzie feministycznie

Wczoraj krew mnie zalała, gdy usłyszałam fragment audycji w Trójce na temat powrotu kobiet do pracy po urlopie macierzyńskim. To niesamowite (jakoś cały czas mnie to jeszcze dziwi), że głos w takich dyskusjach zajmują zwykle faceci. Pokuszę się o cytat z nadzieją, że klawiatura nie wybuchnie. Oto opinia pana nr 1: " Kobieta wracająca z macierzyńskiego do pracy to lepszy pracownik niż matka" oraz pana nr 2: "Nowoczesne kobiety nie chcą siedzieć w domu z dziećmi, wolą korzystać z życia". Takie to odkrywcze opinie wyrażają mężczyźni, którzy przecież tak wiele wiedzą na temat dylematu matki wracającej do pracy i próbującej pogodzić obowiązki zawodowe i pragnienie bycia z dzieckiem - towarzyszenie mu podczas odkrywania świata.

Szanowni Panowie, bardzo chętnie większość z nas zostanie w domu i zajmie się dziećmi, raz w tygodniu wyjdzie na fitness i plotki z przyjaciółką, a w wolnym czasie zajmie się działalnością charytatywną. Mam dla was zatem zadanie - zarabiajcie sami na utrzymanie żony i dzieci, piszcie ustawy byśmy bez problemu po 6 latach przerwy wróciły do pracy a zachwyceni pracodawcy witali nas z otartymi ramionami lub zapracowały na emerytury pracą w domu. Wtedy niejedna z nas nowoczesnych kobiet chętnie zostanie z dzieckiem w domu, a nawet i poczeka z obiadem na wasz powrót z pracy. Wszystko w waszych rękach. Zamiast głupiego gadania weźcie się do roboty.

22:59, walerkowo
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 czerwca 2012
re-akacja

dziś emocje dotarły do granicy, za którą idzie się wykrzyczeć całą gorzką złość na przejeżdżające pociągi. słony smak łez bezsilności, rozczarowania i złości zabił chlorowany błękit. teraz czuję już tylko ból mięśni i żal. jest mi nadal źle, ale bańka pękła i mogę oddychać. i wiem, że jutro jeszcze będzie niebo.

a wczoraj było tak miło we trójkę podczas naszego wędrowania po galeriach. niestety nie jesteśmy nieprzemakalni i nie żyjemy na wyspie, choć czasem czuję się jak rozbitek.

22:08, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 czerwca 2012
hormony

wczoraj było wszystko źle. dziś wszystko dobrze. zatrważa mnie wpływ hormonów na mój mózg. wczoraj byłam inną osobą niż zwykle. wylałam żółć na cały świat, a dziś spłukał ją letni deszcz. dziś był dzień bujania w obłokach. Marzenie o hamaku i kaloszach zgasiła nie sprzyjająca im z reguły rzeczywistość.

22:45, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2012
wszędze dobrze ...

Po przeczytaniu artykułu o wychowywaniu dzieci w Szwecji w W/O zastanawiam się dlaczego urodziłam się w Polsce, a nie tam gdzie życie wydaje się bajką.

Prawdopodobna odpowiedź: Może dlatego, że potrzebuję wyzwań?

22:44, walerkowo
Link Komentarze (1) »
niezdrowa adrenalina

Strach - to dla niektórych sposób na rozrywkę, podniesienie adrenaliny i pobudzenie emocji. Ja staram się unikać tego uczucia, jeśli tylko się da. Horrory, thrillery - to nie rozrywka dla mnie. Wystarczająco niepokojąca wydaje mi się rzeczywistość. Wolę jej nie zaglądać pod spódnicę, by nie budzić demonów. A jednak pokusiło mnie, bo czasem rzucam sobie wyzwanie by zmierzyć się sama ze sobą. Co wygra racjonalne myślenie czy emocje? W moim przypadku to pytanie retoryczne. 

W ten sposób obejrzałam "Szósty zmysł", bo przecież już to widziałam, i zafundowałam sobie noc pełną niepokoju. I nadal mnie trzyma - rzeczywistość pękła i niełatwo ją znów poskładać. Niepokój w duszy został zasiany i nieprędko da się go wyplenić. I na nic wszystkie racjonalne tłumaczenia - emocje niełatwo przekonać. Czy kiedykolwiek z tego wyrosnę?

22:34, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2011
tęsknoty

Zatęskniłam za pisaniem, strasznie. Doba jednak dla mnie na razie jest zbyt krótka, by w 24 godzinach pomieścić całą jej zawartość. Upycham jak i ile mogę. Konieczna jest ostra selekcja. Zostają tylko sprawy najważniejsze. Pośród nich powoli mieszczą się i małe przyjemności. Moje marzenia na najbliższy czas - pójść do kina i teatru, by nakarmić się czymś pięknym i ważnym.

22:17, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 września 2011
o nowych lękach

Miało być o przełamywaniu barier psychicznych, a tu dziś dopadł mnie lęk nowy i zaprząta głowę.

Ale od początku. Macierzyństwo sprawiło bowiem, że pojawiły się w moim życiu przeszkody trudne do wyobrażenia jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Pokonywanie ich to wyważanie otwartych drzwi. Przykładowym problem stanowiło dotarcie wózkiem na Cytadelę, gdy chodniki pozastawiane przez samochody a przerwa między karmieniami krótka. A także czy wyprawa do IKEI nie zakończy się wielkim antykonsumpcyjnym buntem Jeżyka, który źle znosi sklepy mało i wielkopowierzchniowe. Takie małe-wielkie podróże wymagają logistycznego przygotowania podobnego do wyprawy na ośmiotysięcznik. Jednak wszelkie lęki są do pokonania - jak pokazuje życie i praktyka. Wycieczka na Cytadelę została wynagrodzona miłą niespodzianką, gdyż okazało się że rezyduje tam akurat Akademia Zdrowego Rozwoju. Zaliczyliśmy zatem z Jeżykiem - ja wstecz a on do przodu - wszystkie etapy rozwoju malucha do lat trzech. Podczas gdy raczkowałam i wdrapywałam się na wielkie kanapy, Jeżyk przechodziła z rąk do rąk i wyglądał na zadowolonego. Wyprawa do IKEI też wypadła całkiem pomyślnie. I tak moja sielankowa wizja urlopu macierzyńskiego (doprawdy nie wiem komu wpadło do głowy, by ludzi wprowadzać w błąd i nazywać ten czas urlopem?!) weryfikuje się niemal każdego dnia. Przesiadywanie na ławeczce, by poczytać książek, gdy to niemowlaczek śpi w wózeczku oraz spontaniczne wypady na kawę do centrum włożyłam już między bajki. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie próbowała mimo wszystko.

Ale to aż grzech narzekać na ten czas, gdy jego kres nadchodzi wielkimi susami. Zdałam sobie z tego sprawę, gdy nadeszła dziś prawdopodobna wizja powrotu do pracy jeszcze w tym roku. Ogarnęło mnie prawdziwe przerażenie i poczucie niesprawiedliwości. Trudno mi sobie wyobrazić, że nie będę widziała Jeżyka aż 6 godzin dziennie - a wizja tego, że właśnie podczas mojej nieobecności zacznie chodzić i mówić spędza mi sen z powiek. Przez dziewięć miesięcy czekałam na tego małego człowieczka, a teraz po pięciu ma sobie radzić sam?! Chciałyśmy emancypacji - to mamy!

Tak więc od dziś dwa razy mocniej chłonę te nasze wspólne chwile, jakbym mogła je w ten sposób zatrzymać na zawsze. Upływ czasu przy Jeżyku jest tak silnie odczuwalny. Z jednej strony z dnia na dzień jest większy i mądrzejszy, ale z drugiej coraz doroślejszy - czyli wkrótce samodzielny.

22:03, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2011
zapach pieczonych ciast

Schyłek lata to moja ukochana pora roku. Promienie słońca, nawet w samo upalne południe, już nie palą skóry, tylko pieszczą leniwe moją twarz, szyję i ramiona. Nie potrzebuję już zachłannie czerpać z ich energii, a jedynie podładowywać akumulatory na chłodne dni. Gromadzę zapasy na długie wieczory - mrożę maliny, truskawki i jagody, jakbym pakowała się w długą podróż z której powrócę dopiero następnej wiosny. W powietrzu czuć, że mija już czas pachnących malin, soczystych arbuzów i mrożonej herbaty. Pławię się w nim jak w gorącej pachnącej kąpieli. I jeszcze jedno - to czas, w którym kocham piec ciasta owocowe! Wyciskam w ten sposób lato do ostatniej kropli.

Polecam dwa sprawdzone przepisy. Wierzcie mi - niebo!

Pierwsze to najłatwiejsze ciasto w świecie:

Muffinki z jagodami

1,5 szklanki mąki, dobre pół szklanki cukru, odrobina soli,  1 jako, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczka oleju, niepełne pół szklanki mleka, 1 szklanka jagód
składniki na kruszonkę: niepełne pół szklanki brązowego cukru lub ewentualnie zwykłego, 50 g masła, pół szklanki mąki, łyżeczka cynamonu

Mąkę wymieszać z cukrem, solą i proszkiem do pieczenia. Do szklanki wlać olej, wbić jajko i dolać tyle mleka, żeby dopełnić szklankę.  Do suchych składników wlać zawartość składników rozrobionych w szklance. Wymieszać niezbyt dokładnie, tak aby powstały grudki. Do masy dodać jagody i ponownie wymieszać. Napełnić ciastem foremki muffinkowe.  Składniki na kruszonkę połączyć ze sobą i rozrobić. Rozłożyć kruszonkę na mauffinkach. Włożyć babeczki do nagrzanego piekarnika na 200 stopni i piec około 25 min.

To przepis ze strony muffinki.info.pl (tak - muffinki mają swoją stronę!)

Drugie nieco bardziej skomplikowanie - gdyż wymaga rzadkiej umiejętności przeliczania gramów na dekagramy, a to wszystko na szklanki. Ale do przebrnięcia nawet dla humanisty, choć początki w moim przypadku były melodramatyczne.

Ciasto z malinami i kruszonką

  • 50 dag malin
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej. Ciasto: 35 dag mąki pszennej
  • 20 dag masła
  • 5 dag brązowego cukru
  • 2 jajka
  • sól. Kruszonka: 8 dag mąki pszennej
  • 8 dag płatków owsianych
  • 12 dag masła
  • 10 dag brązowego cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • do przygotowania formy: 1 łyżka masła


Przygotować kruszonkę: mąkę wymieszać z płatkami owsianymi, cukrem, cynamonem i skórką cytrynową, włożyć masło i posiekać. Przygotować ciasto: mąkę, cukier, masło i szczyptę soli zmiksować (rozdrobnić) do konsystencji okruchów chleba. Jajka roztrzepać widelcem, dodać do masy i dokładnie wymieszać. Ciasto przełożyć do formy 23 x 23 cm wysmarowanej masłem. Posypać mąką kukurydzianą, przykryć warstwą malin i posypać kruszonką.
Piec 15 min w piekarniku nagrzanym do temperatury 200°C. Następnie zmniejszyć temperaturę do 180°C i piec jeszcze około 15 min, do zrumienienia

Także wypatrzone na jakiejś ciekawej stronie, której już niestety nie pamiętam za co autora gorąco przepraszam.

21:09, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17