RSS
niedziela, 22 stycznia 2012
wszędze dobrze ...

Po przeczytaniu artykułu o wychowywaniu dzieci w Szwecji w W/O zastanawiam się dlaczego urodziłam się w Polsce, a nie tam gdzie życie wydaje się bajką.

Prawdopodobna odpowiedź: Może dlatego, że potrzebuję wyzwań?

22:44, walerkowo
Link Komentarze (1) »
niezdrowa adrenalina

Strach - to dla niektórych sposób na rozrywkę, podniesienie adrenaliny i pobudzenie emocji. Ja staram się unikać tego uczucia, jeśli tylko się da. Horrory, thrillery - to nie rozrywka dla mnie. Wystarczająco niepokojąca wydaje mi się rzeczywistość. Wolę jej nie zaglądać pod spódnicę, by nie budzić demonów. A jednak pokusiło mnie, bo czasem rzucam sobie wyzwanie by zmierzyć się sama ze sobą. Co wygra racjonalne myślenie czy emocje? W moim przypadku to pytanie retoryczne. 

W ten sposób obejrzałam "Szósty zmysł", bo przecież już to widziałam, i zafundowałam sobie noc pełną niepokoju. I nadal mnie trzyma - rzeczywistość pękła i niełatwo ją znów poskładać. Niepokój w duszy został zasiany i nieprędko da się go wyplenić. I na nic wszystkie racjonalne tłumaczenia - emocje niełatwo przekonać. Czy kiedykolwiek z tego wyrosnę?

22:34, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2011
tęsknoty

Zatęskniłam za pisaniem, strasznie. Doba jednak dla mnie na razie jest zbyt krótka, by w 24 godzinach pomieścić całą jej zawartość. Upycham jak i ile mogę. Konieczna jest ostra selekcja. Zostają tylko sprawy najważniejsze. Pośród nich powoli mieszczą się i małe przyjemności. Moje marzenia na najbliższy czas - pójść do kina i teatru, by nakarmić się czymś pięknym i ważnym.

22:17, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 września 2011
o nowych lękach

Miało być o przełamywaniu barier psychicznych, a tu dziś dopadł mnie lęk nowy i zaprząta głowę.

Ale od początku. Macierzyństwo sprawiło bowiem, że pojawiły się w moim życiu przeszkody trudne do wyobrażenia jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Pokonywanie ich to wyważanie otwartych drzwi. Przykładowym problem stanowiło dotarcie wózkiem na Cytadelę, gdy chodniki pozastawiane przez samochody a przerwa między karmieniami krótka. A także czy wyprawa do IKEI nie zakończy się wielkim antykonsumpcyjnym buntem Jeżyka, który źle znosi sklepy mało i wielkopowierzchniowe. Takie małe-wielkie podróże wymagają logistycznego przygotowania podobnego do wyprawy na ośmiotysięcznik. Jednak wszelkie lęki są do pokonania - jak pokazuje życie i praktyka. Wycieczka na Cytadelę została wynagrodzona miłą niespodzianką, gdyż okazało się że rezyduje tam akurat Akademia Zdrowego Rozwoju. Zaliczyliśmy zatem z Jeżykiem - ja wstecz a on do przodu - wszystkie etapy rozwoju malucha do lat trzech. Podczas gdy raczkowałam i wdrapywałam się na wielkie kanapy, Jeżyk przechodziła z rąk do rąk i wyglądał na zadowolonego. Wyprawa do IKEI też wypadła całkiem pomyślnie. I tak moja sielankowa wizja urlopu macierzyńskiego (doprawdy nie wiem komu wpadło do głowy, by ludzi wprowadzać w błąd i nazywać ten czas urlopem?!) weryfikuje się niemal każdego dnia. Przesiadywanie na ławeczce, by poczytać książek, gdy to niemowlaczek śpi w wózeczku oraz spontaniczne wypady na kawę do centrum włożyłam już między bajki. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie próbowała mimo wszystko.

Ale to aż grzech narzekać na ten czas, gdy jego kres nadchodzi wielkimi susami. Zdałam sobie z tego sprawę, gdy nadeszła dziś prawdopodobna wizja powrotu do pracy jeszcze w tym roku. Ogarnęło mnie prawdziwe przerażenie i poczucie niesprawiedliwości. Trudno mi sobie wyobrazić, że nie będę widziała Jeżyka aż 6 godzin dziennie - a wizja tego, że właśnie podczas mojej nieobecności zacznie chodzić i mówić spędza mi sen z powiek. Przez dziewięć miesięcy czekałam na tego małego człowieczka, a teraz po pięciu ma sobie radzić sam?! Chciałyśmy emancypacji - to mamy!

Tak więc od dziś dwa razy mocniej chłonę te nasze wspólne chwile, jakbym mogła je w ten sposób zatrzymać na zawsze. Upływ czasu przy Jeżyku jest tak silnie odczuwalny. Z jednej strony z dnia na dzień jest większy i mądrzejszy, ale z drugiej coraz doroślejszy - czyli wkrótce samodzielny.

22:03, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 sierpnia 2011
zapach pieczonych ciast

Schyłek lata to moja ukochana pora roku. Promienie słońca, nawet w samo upalne południe, już nie palą skóry, tylko pieszczą leniwe moją twarz, szyję i ramiona. Nie potrzebuję już zachłannie czerpać z ich energii, a jedynie podładowywać akumulatory na chłodne dni. Gromadzę zapasy na długie wieczory - mrożę maliny, truskawki i jagody, jakbym pakowała się w długą podróż z której powrócę dopiero następnej wiosny. W powietrzu czuć, że mija już czas pachnących malin, soczystych arbuzów i mrożonej herbaty. Pławię się w nim jak w gorącej pachnącej kąpieli. I jeszcze jedno - to czas, w którym kocham piec ciasta owocowe! Wyciskam w ten sposób lato do ostatniej kropli.

Polecam dwa sprawdzone przepisy. Wierzcie mi - niebo!

Pierwsze to najłatwiejsze ciasto w świecie:

Muffinki z jagodami

1,5 szklanki mąki, dobre pół szklanki cukru, odrobina soli,  1 jako, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczka oleju, niepełne pół szklanki mleka, 1 szklanka jagód
składniki na kruszonkę: niepełne pół szklanki brązowego cukru lub ewentualnie zwykłego, 50 g masła, pół szklanki mąki, łyżeczka cynamonu

Mąkę wymieszać z cukrem, solą i proszkiem do pieczenia. Do szklanki wlać olej, wbić jajko i dolać tyle mleka, żeby dopełnić szklankę.  Do suchych składników wlać zawartość składników rozrobionych w szklance. Wymieszać niezbyt dokładnie, tak aby powstały grudki. Do masy dodać jagody i ponownie wymieszać. Napełnić ciastem foremki muffinkowe.  Składniki na kruszonkę połączyć ze sobą i rozrobić. Rozłożyć kruszonkę na mauffinkach. Włożyć babeczki do nagrzanego piekarnika na 200 stopni i piec około 25 min.

To przepis ze strony muffinki.info.pl (tak - muffinki mają swoją stronę!)

Drugie nieco bardziej skomplikowanie - gdyż wymaga rzadkiej umiejętności przeliczania gramów na dekagramy, a to wszystko na szklanki. Ale do przebrnięcia nawet dla humanisty, choć początki w moim przypadku były melodramatyczne.

Ciasto z malinami i kruszonką

  • 50 dag malin
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej. Ciasto: 35 dag mąki pszennej
  • 20 dag masła
  • 5 dag brązowego cukru
  • 2 jajka
  • sól. Kruszonka: 8 dag mąki pszennej
  • 8 dag płatków owsianych
  • 12 dag masła
  • 10 dag brązowego cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • do przygotowania formy: 1 łyżka masła


Przygotować kruszonkę: mąkę wymieszać z płatkami owsianymi, cukrem, cynamonem i skórką cytrynową, włożyć masło i posiekać. Przygotować ciasto: mąkę, cukier, masło i szczyptę soli zmiksować (rozdrobnić) do konsystencji okruchów chleba. Jajka roztrzepać widelcem, dodać do masy i dokładnie wymieszać. Ciasto przełożyć do formy 23 x 23 cm wysmarowanej masłem. Posypać mąką kukurydzianą, przykryć warstwą malin i posypać kruszonką.
Piec 15 min w piekarniku nagrzanym do temperatury 200°C. Następnie zmniejszyć temperaturę do 180°C i piec jeszcze około 15 min, do zrumienienia

Także wypatrzone na jakiejś ciekawej stronie, której już niestety nie pamiętam za co autora gorąco przepraszam.

21:09, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
wirus Matki Polki

Zmagania z wirusem Matki Polki.

Objawy: a.wydaje ci się (i wszystkim wokół), że jesteś niezastąpiona, b. nie opuszczasz domu bez dziecka lub poczucia winy, że jesteś wyrodną matką

Leczenie: uaktywnienie partnera, dla utrzymania higieny psychicznej wychodzenie z domu min. raz w tygodniu dla zaspokojenia swoich egoistycznych potrzeb,

Skutki uboczne: rady życzliwych "ojej, nie za wcześnie. daj sobie trochę czasu".

20:34, walerkowo
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 lipca 2011
świat według Jeża

Minęły dwa miesiące od dnia, gdy życie stanęło mi na głowie. 15 maja pojawił się na świecie mały Jeżyk i od tego momentu świat nie wygląda już tak samo. Opuszczając szpital już we trójkę, mieliśmy wrażenie, że wkraczamy w inny kosmos. I tak właśnie było. Czułam wzruszenie i ekscytację tym, co nas czeka.

Poród to piękne i straszne przeżycie z typu granicznych. Po nich zaczyna się wierzyć, że nie wiele jest ograniczeń dla ludzkich możliwości. Dziś pamiętam już tylko wzruszenie, gdy Jeżyk znalazł się na mojej piersi i szczęśliwe oczy Sz. 

Od tamtego momentu żyję tym co tu i teraz. Gdy pojawiło się dziecko nie mam czasu na rozterki i zastanawianie "co by było gdybym?". Najdalsze plany snuję najwyżej na popołudnie. Czuję, że jestem teraz w tym punkcie, w którym powinnam. I choć macierzyństwo to nie kadry z reklamy pieluszek, patrząc na śpiące bezbronne maleństwo zapominam o wszystkim wokół. W takim niebycie mogę trwać godzinami.

12:04, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 maja 2011
o cierpliwości

"Najważniejsze jest uzbroić się w cierpliwość i pozwolić, by to, co ma się stać, po prostu się stało" [...] "Jeśli człowiek żyje spokojnie, bez zniecierpliwienia, ma czas na zastanowienie się, zapamiętanie i rozpamiętanie wszystkego"[...] W ten sposób napotka swoje przeznaczenie, być może. Będzie żyć zadowolony, przypuszczalnie. Czego się nauczy, nie zapomni. Jeśli się niecierpliwi, chcąc przegonić czas, świat się gmatwa, ponoć. I dusza wpada w glinianą pajęczynę. To jest zamęt. Zło najgorsze, mówią. Na tym świecie i w duszy wędrującego człowieka. Bo wtedy nie wie, co robić, dokąd iść. Nie potrafi również się bronić. Co ja pocznę? Co powinienem robić? - pyta ciągle. Wówczas diabły i diablęta wtrącają się w jego życie i nawet jego życiem igrają. Jak dzieci zmuszające żaby do skakania pewnie igrają. Błędy zawsze popełnia się z zamętu, ponoć.

Tego przynajmniej ja się dowiedziałam z lektury "Gawędziarza" Mario Vargasa Llosy. Czy nie brzmi to dla was znajomo? Dla mnie tak. Teraz czas na "Jeszcze dzisiaj nie usiadłam" Agnieszki Drotkiewicz, której wstęp był już jak dobra przystawka. Zrobiła mi niesamowity apetyt na danie główne.

12:17, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 maja 2011
słoneczna niedziela

Niedzielę spędziliśmy w miejskim rytmie. Zaczęliśmy od wystawy World Press Photo w Zamku, potem w ramach programu oszczędnościowego wpałaszowaliśmy obiad w sieciowej wegetariańskiej knajpce i na koniec ostatkiem sił zaliczyliśmy wystawę Plakat musi śpiewać w Muzeum Narodowym. To lubię.

Na tle, jak zwykle pełnych katastrof, dramatów i przemocy, zdjęć World Press Photo wyróżniały się dla mnie dwie prace. Jedna z nich to barwne portrety uczestników tradycyjnych wiejskich festynów irlandzkich. Te twarze można czytać godzinami. Druga to podróż w czasie i przestrzeni wykorzystująca ciekawy pomysł - wkomponowanie starych czarnobiałych fotografii w aktualny pejzaż Izraela. Pokazuje jak te miejsca niewiele się zmieniły, a jednocześnie wzbudza refleksję nad przemijającym czasem i ludźmi.

Wystawa plakatu - naprawdę imponująca. Można zobaczyć przekrój twórczości europejskich plakacistów od lat 30' do dziś, różnorodność estetyk i technik. Do tego doskonała zabawa w odgadywanie ukrytych konceptów autorów. Polecam.

Wieczorem kanapa, wino plus sorbet malinowy i "Incepcja". Pierwsze trzy rzeczy nie zdołały podbić wartości ostatniej. Dawno się tak nie wynudziłam na filmie, mimo że tyle się działo. Przerost treści nad czasem projekcji. Scenariusz nadaje się raczej na kilku odcinkowy serial. W wersji pełnometrażowej nie do strawienia bez mdłości.

I jeszcze ostrzeżenie - przysięgam - jeśli jeszcze raz usłyszę pytanie czy już urodziłam - to będę strzelać!

12:19, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 maja 2011
przegląd tygodnia

A po Świętach długi weekend, który spędziłam w łóżku pod kocykiem z bólem gardła, pokasłując. No cóż każdy ma takich długi weekend na jaki sobie zapracował, a ośmiomiesięczne L4 nie dawało mi zbyt wielkich szans na sukces. Udało mi się jednak zaliczyć piękny Asinowy ślub i w niedzielę przyjąć gości królewską ucztą po włosku - czyli pizza plus sałatka.

W czwartek było kino z siostrami. Dawno już nie wychodziłyśmy razem. Szkoda, że robimy to tak rzadko, bo bardzo lubię nasze spotkania. Obejrzałyśmy "Puzzle" debiutującej argentyńskiej reżyserki. To taki film o spokojnym tempie, zwykłych ludziach i ich małych-wielkich dramatach. O kobiecie, która jak wiele znanych nam mam, cioć i babć, podporządkowała swoje życie innym i stała się dla nich niewidzialna. W pewnym momencie jednak zaczerpnęła oddech. Kino a la Mike Leigh - trochę społeczne trochę osobiste. Po nim mam ogromną ochotę ułożyć sobie puzzle z minimum 1000 elementów.

W piątek "W lepszym świecie" Susanne Bier w ramach zagadkowo brzmiącego Festiwalu "Lato w drodze" (dlaczego w maju?). Niesamowicie poruszający obraz dotykający trudnego tematu przemocy w sytuacjach codziennych i wyjątkowych, dotyczącego dorosłych i dzieci, pokazujący temat z różnych perspektyw - sprawcy i ofiary. Film, który stawia mnóstwo trudnych pytań - w tym dla mnie najtrudniejsze: jak się wobec niej zachować, by ochronić swoją godność i wartości, w które się wierzy? Reżyserka nie daje prostej odpowiedzi, bo taka nie istnieje, ale jest o czym myśleć jeszcze długo po seansie. Polecam. 

Dziś zmagam się, jak co roku, z tematem szparagów bez spektakularnego sukcesu. Wypróbowałam niezły przepis na zupę szparagową z ziemniakami i kurczakiem z portalu kwestiasmaku.pl. Całkiem smaczna. Dobra dla tych, którzy lubią czasem pójść na łatwiznę.

17:57, walerkowo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16